1/24/2013

white noise




Ostatnio bardzo narzekam na wszystko. Na zimę, na mróz, na szkołę, na ludzi, dosłownie na wszystko, co tylko mnie otacza. Podobno jestem przewrażliwiona, ale ile można wytrzymać w łóżku z grypą i czterdziestoma stopniami gorączki? Całe szczęście, że choroba powoli mnie opuszcza. Jedyny plus tego dwutygodniowego "leniuchowania" był brak szkoły. Teraz czekają mnie ferie. Wreszcie będę miała czas na zrobienie zdjęć. Miło byłoby w końcu wziąć się za siebie, przecież w tym roku skończę szesnaście lat. Może jakaś okładka Vogue, Harper's Bazaar, K MAGA, czy coś w ten deseń? Haha, właściwie, po co ja się oszukuję. Póki jestem tu, gdzie jestem, nie ma najmniejszych szans na... na cokolwiek. To smutne, że przez to, że mieszkam w małym mieście, jestem tak bardzo ograniczana. Każdy, kto ma jakiś oryginalny i ciekawy pomysł na siebie, odróżnia się od innych, od razu jest wyśmiewany i mieszany z błotem. Na szczęście w lipcu już będę w Krakowie (i zahaczę o Openera w Gdyni, jeśli dobrze pójdzie), w cywilizowanym społeczeństwie. Już nie mogę doczekać się szalonych tripów do Charlotte lub R3. Już czuję ten klimat, który panuje w Bunkrze Sztuki, czy Nowej Prowincji. I koncerty, koncerty, koncerty i jeszcze raz koncerty (właśnie, wybiera się ktoś na Disclosure w kwietniu? Ja prawdopodobnie będę). Staram się myśleć tylko o tym. I o ostatnim pokazie Chanel oraz Valentino. Piękne kolekcje, zakochałam się. Dzisiaj mama stwierdziła, że kiedy oglądam FashionTV, kompletnie tracę łączność ze światem i nie widzi w tym niczego dobrego. Ja uważam, że przynajmniej tłumię jakoś stres i strach przed kwietniowymi testami. Zawsze coś, prawda? Whatever. Na dzisiaj kończę bezsensowne wypociny. O, właśnie! Posiadacze iPadów mogą wpadać tutaj. Moje zdjęcie pojawiło się w tym internetowym magazynie w grudniu. Byłam bardzo mile zaskoczona, nie sądziłam, że wrzucając zwykłe zdjęcie na lookbook'a gdziekolwiek mnie wrzucą. Miejmy nadzieję, że to nie była pierwsza i ostatnia taka niespodzianka.
Wszystkim, którzy mają teraz ferie, lub rozpoczynają je w przyszłym tygodniu życzę miłej zabawy! ;)




12/03/2012

sweetness alive



Bez wahania mogę stwierdzić, że nienawidzę poniedziałków. Od samego rana mam zły humor, zresztą czemu tu się dziwić - sześć godzin snu to niezbyt wiele, przynajmniej dla mnie. Przecież by się porządnie wyspać, potrzebuję przynajmniej dziesięciu! Ale dzisiejszy dzień to jeszcze nic. Kiedy tylko pomyślę o tym, co czeka mnie w tym tygodniu, przechodzą mnie dreszcze. Nie mam najmniejszej ochoty ani siły na naukę. Właściwie, nie wiem, czym jestem tak zmęczona. Prawdę mówiąc, w weekend leniuchowałam, a właściwie leżałam w łóżku i oglądałam na Youtube przeróżne pokazy mody, które widziałam już milion pięćset sto dziewięćset razy (w końcu są dużo ciekawsze niż powstanie kościuszkowskie). Reasumując, nie zrobiłam kompletnie niczego, co planowałam zrobić. Nawet nie tknęłam książek, choć cały tydzień myślałam o tym, że się pouczę, przygotuję do próbnych egzaminów (które wypadają akurat w moje urodziny, cudownie). Jak zwykle nie wyszło. Będę musiała przeżyć z tym, co mam w głowie teraz, choć nie jestem pewna, czy aby na pewno przyniesie to jakikolwiek efekt...
Liczę na to, że w przyszłym tygodniu wyciągnę mamę na zakupy i kupię jakieś ciepłe, grube sweterki, bo w tych, w których chodzę teraz, jest mi strasznie zimno. Nawet kiedy nakładam na siebie tysiąc warstw (jak dzisiaj), nadal się trzęsę i marznę. Może ktoś chciałby mi sprezentować bilet do jakiegoś cieplutkiego kraju? Albo od razu apartament, mieszkanie, cokolwiek? Ewentualnie może być bezprzewodowy, lekki grzejnik, który mogłabym ciągle przy sobie nosić. Niech ta zima już się skończy, błagam na kolanach! Dajcie mi chwilę wolnego, żebym mogła odetchnąć, schować się pod kocykiem, obok kominka, bo już nie daję rady. Jedyną rozrywką na niezbyt przyjemne wieczory są spotkania na BumBum Roomie. Czuję, że powoli uzależniam się od wspólnego wixowania w internecie (tak, wiem, brzmi to bardzo zabawnie). 
Na dziś to już chyba koniec narzekań, nie będę was męczyć. Możecie za to wpaść na mojego LOOKBOOK'a lub Twittera - coraz częściej tam zaglądam. 
Życzę wam udanego tygodnia, który jak niestety spędzę na nauce. Trzymajcie się! 

11/13/2012

there's a place i must go





Przede mną bardzo ciężki tydzień. Dziś dopiero wtorek, a ja już jestem wykończona. Za mną próbne testy humanistyczne, całe szczęście. Właściwie jestem zadowolona. Dwa błędy z języka polskiego (pomińmy kompletnie zawaloną rozprawkę) i sześć błędów z historii i WOSu, w tym cztery z tego, czego nie zdążyliśmy przerobić. Czyli bardzo ładnie, w końcu mamy dopiero listopad, zdążę wszystko idealnie ogarnąć. Jeszcze jedynie angielski i... No właśnie. Najbardziej obawiam się testów ze ścisłych. Z matematyki, fizyki i chemii od zawsze byłam słabiuteńka, pewnie polegnę już na pierwszym zadaniu. Ale w końcu nie ze wszystkiego trzeba być asem, prawda? W gruncie rzeczy to tylko egzaminy próbne, mające na celu pokazanie nam jak wygląda cała procedura, ale ja i tak przywiązuję do tego ogromną wagę. W nocy nie mogę spać, rano boli mnie brzuch, stresuję się. Całe szczęście, że w ostatni weekend wybrałyśmy się z mamą na zakupy i trochę odreagowałam. Terapia zakupowa jest dobra na wszystko, bez dwóch zdań! Nareszcie mam się w co ubrać. Z tego względu, że moja szafa już aż tak nie świeci pustkami, postanowiłam odnowić swoją działalność na LOOKBOOKu. Jak wam się podoba nowy zestaw
Jeśli macie do mnie jakieś pytania, kierujcie je na ASKa, formspringa lub po prostu na maila, którego możecie znaleźć po prawej stronie.